Vexa Rossignol Odlo Swenor Marwe Ski Way SkiGo

Narciarz biegowy może zostać prezydentem Poznania

opublikowano: 24 listopada 2014 autor: Łucja Łukaszczyk

Po lewej Jacek Jaśkowiak

Po lewej Jacek Jaśkowiak
Kilkakrotnie ukończył Bieg Wazów, a w kieszeni ma aż trzy Paszporty Worldloppet, przyznawane za ukończenie co najmniej dziesięciu z szesnastu najważniejszych masowych biegów narciarskich na świecie. Teraz Jacek Jaśkowiak ma spore szanse, by – jako prezydent Poznania – dołączyć do grona biegających na nartach polityków. I bardzo możliwe, że w biegowej rywalizacji nie będą mieć z nim szans ani kanclerz Niemiec Angela Merkel, ani poprzedni estoński premier Andrus Ansip, ani wreszcie były szef czeskiego rządu Jiří Paroubek.

cid 00af01c89bb9b3789ba01001a8c0klaudia Łucja Łukaszczyk: Jak to się stało, że zaczął pan biegać na nartach?

Jacek Jaśkowiak: W 2002 roku poważnie chorowałem i przyjechałem do Szklarskiej Poręby na rekonwalescencję. Pierwszego dnia urlopu przemaszerowałem 10 km, drugiego 20 km i... postanowiłem wziąć udział w Biegu Piastów.

Pamięta pan swoje pierwsze narty biegowe?

Tak, były to rekreacyjne fishery z łuską. Druga para to już wyczynowe fishery model rcs.

Nie sposób nie zapytać o to, który styl bardziej pan lubi: klasyk czy łyżwę? Jeśli klasyk, to narty z łuską czy bez i zabawa ze smarowaniem?

Wolę styl klasyczny i oczywiście ze smarowaniem. Czasami treningowo – szczególnie w trudnych warunkach do smarowania – biegam na nartach z łuską.

Ukończył pan kilkakrotnie marzenie chyba każdego narciarza biegowego, czyli Bieg Wazów na głównym dystansie 90 km. Jak wspomina pan te starty?

Pierwszy start w Biegu Wazów był dla mnie czymś doniosłym, taką próbą charakteru. Do tego atmosfera tej imprezy i 15 tysięcy zawodników na starcie. Przez wiele lat miałem w telefonie ustawiony dzwonek w postaci Vasaloppetjingel.

Jakie jeszcze narciarskie maratony ma pan na swoim koncie?

Przebiegłem wszystkie (przed przyjęciem w 2012 do grona biegów rosyjskiego Demino Skimarathon) maratony serii Worldloppet. Większość po kilka razy. Najbardziej lubię Marcialongę we Włoszech, Finlandia-hiihto, König Ludwig Lauf w Niemczech i Sapporo International Ski Marathon w Japonii.

Gdzie najchętniej biega pan na nartach?

Najchętniej biegam w Szklarskiej Porębie na Polanie Jakuszyckiej. Zakochałem się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Tylko podczas startu w zawodach poza Polską biegam na innych trasach.

zdjęcie z zawodów Pan kocha Jakuszyce, a co mówi się o polskich trasach w Komisji Światowej Federacji Narciarskiej (FIS) ds. Pucharu Świata w biegach narciarskich, której jest pan członkiem?

Walorem tras w Polsce są tysiące biegaczy na nartach. Problemem jest brak infrastruktury i stadionu. Ogranicza to konkurencje, które można organizować do 10-15 km klasykiem i sprinty techniką dowolną.

Jak to się stało, że został pan członkiem tejże Komisji?

Prezentowałem kandydaturę Szklarskiej Poręby na Letniej Konferencji FIS w Dubrowniku i wtedy Prezes Tajner zauważył łatwość, z jaką rozumiem się z działaczami FIS-u. Nie mam na myśli tylko łatwości w komunikowaniu się w językach obcych, ale tzw. „nadawanie na jednej fali".

A na czym polegało pana zaangażowanie w przygotowaniu wspomnianych zawodów Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie?

Po pierwsze musiałem przekonać władze FIS do przyznania Szklarskiej Porębie prawa do organizacji zawodów. Następnie stanąłem na czele Komitetu Organizacyjnego, a jako zarząd Spółki organizującej zawody, byłem odpowiedzialny za umowy z Polskim Związkiem Narciarskim i FIS.

Czy jako organizator pucharu świata i narciarz biegowy zgodzi się pan z nami, że Polska powinna najpierw starać się o organizację zawodów tej rangi, potem mistrzostw świata, a dopiero na końcu o zimowe igrzyska olimpijskie?

To jest właściwa kolejność. Za swoją największą porażkę jako działacza sportowego uważam rezygnację przez PZN ze wspólnej organizacji przez Szklarską Porębę i Harrachov imprezy Nordic Festival w 2016 roku. (W ciągu jednego weekendu miały zostać rozegrane trzy konkursy pucharu świata: biegi narciarskie, skoki oraz kombinacja norweska – przyp. ŁŁ) Mieliśmy praktycznie gwarancję zrobienia mistrzostw świata po dobrym zorganizowaniu imprezy przez Harrachov i Szklarską Porębę. To otwierało Polsce drzwi do starania się o organizację dużych zimowych imprez w przyszłości.

CW7G1725ph Jeździ pan rowerem do pracy – czy to sposób na dbanie o kondycję przed sezonem zimowym czy raczej traktuje go pan jako środek transportu?

Rower jest dla mnie środkiem transportu, ale powrót z pracy do domu jest przy okazji treningiem: tak układam trasę powrotną, by przejechać rowerem od 20 do 50 km. Zarówno narty jak i rower, w pierwszej kolejności wykorzystywane były przez ludzi do przemieszczania się. Dopiero później powstały z tego przemieszczania się dyscypliny sportowe: kolarstwo i biegi narciarskie.

Jaka jest pana wizja rozwoju sportu w Poznaniu?

Chcę zmienić hasło „Poznań stawia na warunki do oglądania sportu" na „Poznań stawia na warunki do uprawiania sportu". W skrócie, chcę stworzyć warunki do uprawiania sportu przez dzieci i młodzież oraz warunki do uprawiania sportu rekreacyjnego.

Ulega pan czasem pokusie, by opuścić przygotowane trasy i np. na backcountry wybrać się na pozatrasową wycieczkę?

Dwa lata temu odkryłem narty skitourowe i muszę przyznać, że sprawiają mi taką samą przyjemność, jak biegówki.

zaktualizowano poniedziałek, 24 listopada 2014 20:58
Oceń artykuł
(4 głosów)
Łucja Łukaszczyk

Łucja Łukaszczyk

Współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła do rodzimej wioski pod Tatrami. Gdy jako małą dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie, a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i przygotowuje do pokochania nartorolek.

Łucja Łukaszczyk – współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku

dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie

Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła

do rodzimej wioski pod Tatrami (dociekliwi mogą po nazwisku zgadnąć której). Gdy jako małą

dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku

przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie,

a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i

przygotowuje do pokochania nartorolek.

Strona www: www.biegowkipodtatrami.pl/
Komentarze (0)
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • artykuły użytkowników

lubią nas