Vexa Rossignol Swenor Marwe Ski Way SPINE SkiGo

Raisa Smietanina: Wiek nie ma znaczenia

opublikowano: 30 czerwca 2013 autor: Michał Chmielewski
Wzięła udział w pięciu kolejnych Igrzyskach Olimpijskich. Łącznie przywiozła z nich aż 10 krążków, z czego ostatni - złoty - z Albertville. Smietanina to żywa historia olimpizmu i człowiek, który marzenia przekuwał w rzeczywistość.
Ikony Narciarstwa BiegowegoArtykuł opublikowany w cyklu nabiegowkach.pl - Ikony Narciarstwa Biegowego

Sportowcy dzielą się na bardzo wiele kategorii. Jest sportowiec "nagły", który znika tak szybko, jak się pojawił, sportowiec emeryt, który wchodzi na scenę w momencie, kiedy jego rówieśnicy z niej schodzą, sportowiec młodziak, średni, dobry, wybitny... Jest też kategoria szczególna, która łączy w sobie większość pozostałych, to sportowiec legendarny. Zawodnik taki, którego wciąż podziwiasz w telewizji, choć debiut ma już dawno za sobą. Przykładem tego jest m.in. piłkarz poznańskiego "Lecha" Piotr Reiss, czy nieco bliższy tematowi narciarstwa, skoczek Noriaki Kasai. Ten pierwszy karierę zakończył dopiero w 2013 roku. Samuraj skacze dalej, mając w swoim CV występy w aż czterech dekadach (zadebiutował w 1989 roku w kanadyjskim Thunder Bay)!

Do panteonu takich postaci należy Raisa Smietanina. Urodzona w 1952 roku narciarka zadebiutowała na arenie międzynarodowej w wieku 22 lat. Ze sceny zeszła osiemnaście zim później. Zeszła jako pierwsza biegaczka z dziesięcioma medalami Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Zeszła będąc na szczycie.

Raisa Multimedalistka

Jej międzynarodowy debiut miał miejsce podczas Raisa w Innsbrucku szwedzkich Mistrzostw Świata w 1974 roku. Młoda, 22-letnia wówczas zawodniczka pojechała do Skandynawii po naukę, a niespodziewanie wróciła do domu z dwoma medalami. Zdobyła indywidualny brąz w biegu na 5 km i złoto ze sztafetą Związku Radzieckiego. Dwa lata później w Innsbrucku była już faworytką - nie dość, że samodzielnie sięgnęła po złoto i srebro (odpowiednio 10 i 5 km), to jako filar ówczesnej reprezentacji poprowadziła koleżanki do tiumfu w sztafecie. W kilkanaście dni stała się (obok Rosi Mittermaier) największą gwiazdą Igrzysk, której - zresztą słusznie - wywróżono wielką przyszłość.

Tak zaczynała się niewiarygodna sportowa podróż Smietaniny (zobacz film). Jej kariera rozwijała się w zawrotnym tempie. Na każdej światowej imprezie (z wyjątkiem Oberstdorfu 87') utrzymywała się w czołówce i przywoziła z niej co najmniej jedną "blachę". Po austriackich zawodach przyszedł czas na Mistrzostwa w Lahti, w których wywalczyła dwa "zaledwie" brązowe krążki (z czego jeden za sztafetę).

W Stanach Zjednoczonych radziecka biegaczka powróciła na tron. Chociaż sztafeta ZSRR ponownie przegrała pierwsze miejsce (tym razem z Niemiecką Republiką Demokratyczną), to ból po porażce osłodził Smietaninie triumf w biegu na 5 km. Po drugiej tego typu imprezie zawodniczka poszczycić mogła się już pięcioma olimpijskimi krążkami. Jak się później okazało, to był dopiero początek.

Oficjalnie nieoficjalne MŚ

Choć do 1985 roku olimpijskie złoto równało się zdobyciu Mistrzostwa Świata, to w sezonie 1979/80 zrobiono od tej reguły wyjątek. Kobiecy bieg na 20 km nie znalazł się w programie imprezy w Lake Placid, dlatego FIS zdecydowała o przeprowadzeniu tzw. "biegu o mistrzostwo". Konkurencja przeprowadzona 17 lutego 1980 roku w Falun została później uznana za osobny czempionat. Linię mistrzowskiej mety jako pierwsza przekroczyła Niemka Veronika Hesse. Srebro przypadło Galinie Kułakowej (ZSRR), a trzecie Raisie Smietaninowej.

Co nie udało się na mini-mistrzostwach w Szwecji, powiodło się dwa lata później w sąsiedniej Norwegii. Waleczna Raisa nie tylko nie dała szans rywalkom w biegu na 20 km, ale dołożyła też do tego srebro za sztafetę. Mimo wybitnej dyspozycji, nie obroniła tych wyników w Sarajewie. - Gdyby nie Finka, byłabym mistrzynią - żartowała po czasie w jednym z wywiadów. Rzeczywiście, w obu jej "srebrnych biegach" ulegała tylko fenomenalnej wówczas Marii-Liisie Hämäläinen.

Już rok po jugosławiańskich Igrzyskach rywalizacja o medale przeniosła się do Seefeld. Dziewięć lat po triumfach w Innsbrucku najlepsi narciarze klasyczni ponownie spotkali się w Tyrolu. Niesiona wspomnieniami Smietanina indywidualnie spisała się poniżej oczekiwań (4 i 7 miejsce na 10 i 20 km), ale na osłodę znów poprowadziła drużynę do złota w sztafecie. Jej Raisa Smetanina gorsze wyniki mogły być podyktowane nie tylko obniżką formy, ale również zmianą techniki biegania. Zawody w Seefeld zasłynęły bowiem jako te, w których nie używano kroków klasycznych. Jeszcze gorzej było w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Oberstdorfie. W 1987 roku wiekowa już zawodniczka (35 lat) nie tylko nie "ugrała" nic samodzielnie, ale nawet nie pomogła drużynie. Nie dlatego, że ZSRR nie zdobył wówczas medalu. Zdobył! Złoty! Raisa po prostu nie została wystawiona do reprezentacji.

Zagrała wszystkim na nosie

Dla Mistrzyni z Innsbrucka nastał trudny okres - podłamana zawodniczka była u progu zakończenia kariery sportowej. Kiedy uświadomiła sobie jednak, czego chce dokonać, nie miała wątpliwości. Podjęła rzuconą przez los rękawicę i w kanadyjskim Calgary w 1988 roku znów mówił o niej narciarski świat. Ku zaskoczeniu wszystkich, w inauguracyjnym biegu Raisa sięgnęła po srebro w rywalizacji na 10 km stylem klasycznym, jednak sztab szkoleniowy ponownie nie wybrał jej do składu sztafety. Straciła potencjalne złoto, więc - jak przystało na legendę narciarstwa - cztery dni później ponownie pokazała swoją siłę. Tym razem była trzecia na 20-kilometrowej trasie udowadniając swojej ekipie, że mimo wieku warto na nią stawiać.

Opłaciło się. Kiedy po raz czwarty Mistrzostwa Świata sztafeta z 1992 odwiedziły Lahti, Smietanina wróciła do sztafety. Do ekipy wciąż dołączały świeże talenty (np. Jelena Valbe), jednak Raisa była - wydawało się - nie do ruszenia. Srebro w Lahti, dwa lata później złoto w Val di Fiemme, a metryka posuwała się nieubłaganie do przodu. U progu magicznej bariery czterdziestu lat ikona radzieckich nart dokonała niemożliwego - na dwa tygodnie przed urodzinami wraz z koleżankami sięgnęła po czwarty złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Kiedy człowiek skończy 30 lat uważany jest za weterana, który zużył wszystkie swoje siły. A ja chciałam udowodnić, że jeszcze w wieku 40 lat można dotrzymać kroku najlepszym w świecie – powiedziała po swoim triumfie. Wyczyn z Albertville dał jej tytuł najstarszej "złotej" biegaczki w historii. Po sezonie postanowiła zakończyć karierę.

Co z Pucharami Świata?

Pucharowy dorobek Raisy Smetaniny nie jest już tak imponujący, jak ten dotyczący medali. Po Kryształową Kulę reprezentantka ZSRR sięgnęła tylko raz, w sezonie 1980/81. Oprócz tego dwa razy zajmowała też drugie miejsca - w latach 1978/79, a także 1983/84. Łącznie zawodniczka na 41 indywidualnych startów tylko trzy wygrała, a szesnastokrotnie stawała na podium. Skąd u wybitnej sportsmenki tak mała liczba zwycięstw? Kiedy Raisa debiutowała na arenie międzynarodowej, walka o Puchar Świata nie była jeszcze tak popularna (dla kobiet wprowadzono ją od roku 1978/79). Później priorytetem biegaczki była tzw. impreza docelowa.

Oszukała kalendarze

Kiedy w 1987 roku Smietanina nie znalazła się w z dziecmi składzie krajowej sztafety, zrozumiała, że nie jest w stanie wiecznie utrzymywać swojej wysokiej dyspozycji. Mając grubo powyżej trzydziestu lat organizm sportowca potrzebuje coraz więcej pracy, aby wciąż rywalizować na światowym poziomie. W okolicach 35. roku życia karierę kończy najwięcej biegaczy.

Jak to możliwe, że u progu "czterdziestki" Rosjanka wciąż była w doskonałej formie? Źródło jej narciarskiej długowieczności może być ukryte gdzie indziej. Raisa swoje urodziny obchodzi bowiem raz na cztery lata... Urodziła się 29 lutego.

Oprócz medali najważniejszych imprez czy Kryształowej Kuli, Raisa Smietanina jest też laureatką Medalu Holmenkollen, Orderu Przyjaźni Narodów, Orderu Czerwonego Sztandaru Pracy, Orderu "Znak Honoru", Orderu Lenina, a także Orderu Honoru. Ponadto reprezentantka klubu z Syktywkaru aż siedemnaście razy odbierała złoty medal za mistrzostwo kraju. Jej ambicja, zapał i niezwykła zawziętość przyniosła jej miano ikony narciarstwa biegowego. Pokazuje także, że narty biegowe to sport, który nie patrzy w metrykę urodzenia. Biegówki po prostu są na zawsze.

zaktualizowano sobota, 29 czerwca 2013 21:16
Oceń artykuł
(0 głosów)
Michał Chmielewski

Michał Chmielewski

Dziennikarz sportowy specjalizujący się w narciarstwie klasycznym. Niestety nie udało mu się być najlepszym na polu sportowym - wiele lat spędzonych przy skoku o tyczce nie przyniosło upragnionego medalu Mistrzostw Polski. Wieloletni narciarz i zjazdowiec nawrócony na biegówki. Współtwórca cyklu "Polska biega na biegówkach" w Gazecie Wyborczej. Ze spikerskim i radiowym doświadczeniem stara się nieść najlepsze informacje i opinie.

Komentarze (0)
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • artykuły użytkowników

lubią nas