Vexa Rossignol Odlo Swenor Marwe Ski Way

O piciu na biegówkach i nartach backcountry

opublikowano: 29 stycznia 2017 autor: Łucja Łukaszczyk

fot. Piotr Manowiecki / Biegówki pod Tatrami

fot. Piotr Manowiecki / Biegówki pod Tatrami
Podczas startu w zawodach czy intensywnego biegu mniej lub bardziej pamiętamy o nawodnieniu organizmu. Zdecydowanie gorzej jest na... narciarskich spacerach. A to najprostsza droga do odwodnienia, osłabienia i odmrożenia.

W lecie jest łatwiej. Wysoka temperatura otoczenia powoduje, że po prostu chce się pić. W zimie, zwłaszcza przy temperaturze poniżej zera i braku słońca – potrzeba sięgania po napój u wielu biegaczy spada. Częściowo wynika to ubioru z na tyle lekkiego, by w czasie ruchu na biegówkach było ciepło, ale nie gorąco. Ten komfort termiczny, podtrzymywany przez wysiłek, a nie przez ubranie, sprawia, że mniej się pocimy, a więc mniej pijemy. Nie znaczy to jednak, że w zimie nie potrzebujemy płynów.

Co się dzieje z organizmem?

Gdy jest chłodno nasz organizm tak samo prowadzi procesy termoregulacyjne. Często powłoki skórne na zewnątrz mają bardzo niską temperaturę, a głęboko wewnątrz jest ona wyższa. Bez odpowiedniej ilości płynów organizm nie jest w stanie prawidłowo dysponować ciepłem i dochodzi do centralizacji krążenia. Może to prowadzić do wychłodzenia, a nawet odmrożenia wystających części ciała: uszu, nosa, palców rąk i nóg – wyjaśnia doktor Narcyz Sadłoń z Instytutu Zdrowego Leczenia w Kościelisku, który zawodowo związany jest z medycyną ratunkową i sportem. Drugie niebezpieczeństwo to ryzyko osłabienia, co w skrajnych przypadkach może prowadzić nawet do kontuzji. Zmniejszenie ilości płynów w organizmie powoduje zagęszczenie krwi, a tym samym zaburza dystrybucję substancji odżywczych do mięśni i wszystkich komórek ciała. W takiej sytuacji długotrwały wysiłek może prowadzić do przetrenowania i przemęczenia organizmu zamiast osiągnięcia spodziewanego efektu sportowego – precyzuje doktor Sadłoń. Co ciekawe, podczas bardzo dużych mrozów, w okolicach -20 stopni Celsjusza, może wzrosnąć zapotrzebowanie na napoje i sprawdzona ilość płynów może okazać się niewystarczająca. Doświadczyliśmy tego podczas niezbyt długiej backcountrowej wycieczki w Tatrach, gdy już w połowie drogi po raz pierwszy zabrakło nam picia.

Jak bezpiecznie pić?

Ogólna zasada mówi, że na wysiłek trwający do pół godziny (w przypadku wytrenowanych osób do godziny) nie trzeba zabierać płynów. Druga zasada mówi, że gdy zabiera się ze sobą napój, trzeba z niego regularnie korzystać, o czym osoby chodzące lub biegające rekreacyjnie na biegówkach lubią zapominać. Nie wystarczy wypicie kubka herbaty lub półlitrowej butelki wody w schronisku na Turbaczu po pokonaniu 11 km solidnego podbiegu z Obidowej bez najmniejszego choćby łyczka płynu. Wreszcie trzecia zasada, o której prawie w ogóle się nie mówi, to zadbanie w zimie o odpowiednią temperaturę napoju. Najlepiej, by była ona zbliżona do fizjologicznego zera, czyli 36,6 stopni lub nieco wyższa. Jeśli przyjmiemy bardzo zimny płyn, nasz organizm, który może już być wychłodzony, musi go podgrzać, tracąc cenną energię. I odwrotnie: gdy mamy wychłodzone tkanki, zbyt ciepły napój może doprowadzić do oparzeń – opisuje doktor Sadłoń. Sposób zabezpieczenia płynów zależy oczywiście od warunków atmosferycznych i czasu planowanego na biegówkach. Gdy zamiast godzinnego treningu jest to całodzienna, spokojna wycieczka na śladówkach lub nartach backcountry, najlepiej sprawdza się termos. Choć trochę waży, najdłużej trzyma ciepło napoju. Warto jednak pamiętać o tym, by nie zamykać go zaraz po wlaniu wrzątku albo już w terenie poczekać chwilę, aż gorący napój nieco przestygnie. Dzięki temu prostemu zabiegowi unikniemy niebezpieczeństwa wspomnianych przez doktora Sadłonia oparzeń przewodu pokarmowego.

DSC 9369

Dlaczego nie pijemy?

O pamiętanie o nawadnianiu nie muszą się z reguły kłopotać startujący w biegach na dłuższych dystansach, gdzie na trasie czekają punkty odżywcze z napojami. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na niespiesznych narciarskich wycieczkach, podczas których się chodzi, a nie biega. Kto choć raz był na backcountrowej wyprawie poza przygotowanymi trasami wie, że jest to zupełnie inny rodzaj wysiłku niż bieg na nartach. Mniej męczący, za to długotrwały. Bardzo łatwo zapomnieć wtedy o przerwach na kilka łyków napoju izotonicznego lub herbatki. Część biegaczy odkłada też picie do momentu dotarcia do schroniska lub końca trasy, w myśl zasady: byle szybciej u celu. Prawdopodobnie nikt już nie rezygnuje z picia z powodów finansowych, jak we fragmencie autobiograficznej książki „Taki szary śnieg", napisanej przez najlepszego polskiego narciarza alpejskiego, Andrzeja Bachledę-Curusia:

„Susi" to nie żadne słowo obcego pochodzenia. To tak trochę przetłumaczone na góralski polskie słowo „suszy". Ej, ale mnie cosi kansi susi – tak mi się wołało po stoku. Nie wiem, dlaczego miałem takie strasznie pragnienie. I to nie tylko podczas normalnych posiłków. Śniło mi się morze płynów przez okrągły dzień i noc. Pieniędzy na picie pozaposiłkowe, na własny rachunek, starczyło mi na trzy dni. Później raz czy dwa skorzystałem z fundy kumpli, w końcu nadszedł jednak czas na rewanż i od tej chwili nie odwiedzałem więcej barku. Wstydziłem się, może niepotrzebnie, pożyczyć forsę od kogokolwiek, no bo jak wytłumaczyć wyjazd do Chile bez grosza przy duszy. Przyjaciele dziwili się lekko, żem taki wytrzymały i nic pić nie pragnę. Gdybyście wiedzieli, jak pragnąłem... Tymczasem brałem trochę soli z restauracji i w pokoju przyrządzałem sobie coctail z górskiej wody.


Zdjęcia: Piotr Manowiecki / Biegówki pod Tatrami

zaktualizowano piątek, 27 stycznia 2017 14:11
Oceń artykuł
(1 głos)
Łucja Łukaszczyk

Łucja Łukaszczyk

Współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła do rodzimej wioski pod Tatrami. Gdy jako małą dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie, a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i przygotowuje do pokochania nartorolek.

Łucja Łukaszczyk – współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku

dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie

Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła

do rodzimej wioski pod Tatrami (dociekliwi mogą po nazwisku zgadnąć której). Gdy jako małą

dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku

przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie,

a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i

przygotowuje do pokochania nartorolek.

Strona www: www.biegowkipodtatrami.pl/
Komentarze (0)
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • na tablicy

  • na forum

  • artykuły użytkowników

Wczoraj
chemik odpowiedział(a) w temacie Odp: Czy mają łuskę - Salomon Equipe 6 Combi na forach.
08:30
08:29
GCKSiT w Radkowie dodał(a) nowe wydarzenie VI Bieg Pabla w Karłowie
12:57
2 dni temu
Michał Rolski odpowiedział(a) w temacie Odp: Czy mają łuskę - Salomon Equipe 6 Combi na forach.
08:53
Więcej
Więcej

lubią nas