Vexa Rossignol Odlo Swenor Marwe Ski Way

Na granicy światów, czyli Ski Museum w Bayerisch Eisenstein

opublikowano: 12 lutego 2017 autor: Łucja Łukaszczyk

Walter Demel i jego narty

Walter Demel i jego narty Piotr Manowiecki / Biegówki pod Tatrami
Kiedyś był tu koniec świata. Żelazna kurtyna przecinała na pół budynek dworca kolejowego, a zasieki blokowały przejazd przez tory. Dziś została symboliczna linia na podłodze i ogromny budynek do zagospodarowania. W niemieckiej części urządzono muzea, wśród nich przytulne i bardzo ciekawe Muzeum Narciarstwa.

Bayerisch Eisenstein to niewielka miejscowość w Lesie Bawarskim. Blisko stąd do jednego z najlepszych niemieckich ośrodków zjazdowych Arber. Blisko na stadion biathlonowy Hohenzollern. A jeszcze bliżej na trasy biegowe, które zaczynają się o tam, pod zalesionym wzgórzem. Tym, co bez wątpienia wyróżnia tę małą niemiecką miejscowość, a czasem przyprawia o ból głowy Hartwiga Löfflmanna, jest wspomniany budynek dworca kolejowego. Wybudowany z rozmachem w czasach, gdy żadne granice nie dzieliły Cesarstwa Niemieckiego i Austro-Węgier, dziś dokładnie w połowie przebiega przez niego granica między Czechami i Niemcami. Tym samym połowa ze 136 metrów długości leży po niemieckiej stronie i to właśnie tę część Löfflmann, dyrektor Naturparku Bayerischer Wald odkupił od Kolei Niemieckich. Zrobił tu – oprócz Ski Museum – muzeum nietoperzy, wystawę poświeconą najwyższej górze Lasu Bawarskiemu, czyli Grosser Arber, ekspozycję pokazującą historię linii kolejowej, wreszcie odnowił restaurację. Jak sam mówi: Studiowałem leśnictwo, nie zarządzanie w turystyce. Od takiego przybytku może boleć głowa.

DSC 9369

Połowa nart do recyklingu

Horst Wimmer zaczął zbierać narty pół wieku temu. Miał wtedy 25 lat i trenował narciarstwo alpejskie. Zgromadził 600 par nart, ale połowę musiał wyrzucić. Nie miałem gdzie tego wszystkiego trzymać – opowiada bez większego żalu w głosie, a może już po prostu pogodzony z nieubłaganymi prawami brakującej przestrzeni na strychu. To właśnie jego zbiory posłużyły do stworzenia muzeum narciarstwa. Na wieść, że jesteśmy z Zakopanego, z błyskiem w oku mówi: Mam narty z przedwojennej wytwórni Bujaka w Zakopanem. Tu i tak nie mogę ich pokazać, bo nie są z regionu, więc chcę, by wróciły z wami do Polski. Gdy oprowadza nas po ekspozycji, wyprostowany, w ciemnoszarym sweterku Bossa, jakże różni się od pasjonatów narciarstwa z innych krajów, którzy nieco zgaszeni staraniami o godne miejsce wyeksponowania swoich kolekcji, mogliby godzinami mówić o bambusowych kijach, wiązaniach i drewnianych nartach. Horst Wimmer mówi zwięźle. Rytmicznie podzwaniając trzymanymi w dłoni kluczami, opowiada, jak w latach 50. XIX stulecia do Zwiesel przyjechali studenci z Niemiec i przywieźli ze sobą narty. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na wynalazek, a miejscowi chodzili po śniegu na prymitywnych rakietach. Dopiero po przejściu przez Nansena na nartach przez Grenlandię o nowym sposobie poruszania się robi się głośno w całej Europie i miejscowy właściciel ziemski zamawia z Krystianii (ówczesna nazwa Oslo) dla swoich leśników narty. Jest koniec XIX wieku. Tak zaczyna się narciarska historia Lasu Bawarskiego, w tym samym czasie co w Schwarzwaldzie i Karkonoszach.

DSC 9330

Najtrudniej o stare buty

W muzeum w przejrzysty sposób i bez zbędnego nadmiaru pokazane są początki i rozwój wszystkich rodzajów narciarstwa w regionie: biegów, skoków, narciarstwa alpejskiego i biathlonu. Zadbano również o pokazanie międzynarodowego kontekstu i już na wejściu wita zwiedzających duża reprodukcja ilustracji z norweskiego podręcznika narciarstwa: pędząca na nartach kobieta ma zasłonięte oczy i ściśnięte szmatką kolana. Niezliczone godziny można spędzić przy kilku ekranach, oglądając unikalne filmy i przeglądając zaskakujące nieraz zdjęcia z każdej narciarskiej dyscypliny z Lasu Bawarskiego i reszty świata. Największe wrażenie robią jednak jak zawsze najstarsze narty, w charakterystycznej barwie drewna zahartowanego w niezliczonych mrozach, odwilżach i słonecznych promieniach. Szczególnie interesujące są nieco koślawe narty z przymocowanymi na stałe drewnianymi chodakami. Używano ich w gospodarstwie, gdy w zimie trzeba było iść do krów w oborze lub załatwić potrzebę w wychodku.

DSC 9387

Równie nietypowym eksponatem są narty, które można było złożyć na pół oraz – tu już nowsza historia – prototyp snowboadru, czyli narta zjazdowa z podwójnym wiązaniem. Młodszych biegaczy narciarskich zaskoczą zapewne narty, wiązania i buty marki Adidas, która jeszcze w latach 90. XX wieku miała się całkiem nieźle na biegówkowym rynku. Są też elementy backcountrowe, jak podklejane od spodu na narty paski z foczej skóry, które umożliwiały podchodzenie pod duże wzniesienia czy solidne, skórzane buty z metalowymi kolcami w podeszwie, które zastępowały raki. Jak się okazuje, to właśnie o kompletną parę starych butów narciarskich jest najtrudniej. W Lesie Bawarskim była straszna bieda, więc jeśli ktoś już miał buty, używał ich dopóki zupełnie się nie rozpadły – wyjaśnia Horst Wimmer. Podobnie zresztą z kijami, które nader często lubiły się łamać. Na jednej z dużych reprodukcji, stanowiących tło wystawy, można zobaczyć Christil Cranz – jedną z najbardziej utytułowanych w historii alpejek, która na mistrzostwach świata FIS w 1939 roku w Zakopanem wygrała wszystkie konkurencje. Bardziej jednak od wystających spod opaski loków i dynamicznej pozycji, wzrok przyciąga naszywka ze swastyką na ramieniu. I tu duży plus dla organizatorów ekspozycji, którzy nie uciekają od trudnej historii.

DSC 9419

Wychodząc z muzeum przez salę pełną narciarskich trofeów, myślimy sobie, że wysokość gór wcale nie decyduje o sukcesach. To z Lasu Bawarskiego pochodził pierwszy niemiecki olimpijczyk w biegach na nartach, w Zwiesel mieszkał mulitmedalista mistrzostw Niemiec, który jako pierwszy wrócił z mistrzostw świata z medalem, a choć w całym regionie przetrwała tylko jedna skocznia narciarska, to właśnie stąd pochodzą Michael Uhrmann i Severin Freund, których chyba nikomu przedstawiać nie trzeba.

DSC 9415

Informacje praktyczne

  • Muzeum jest czynne w godzinach 9:30 do 16:30 (w miesiącach powakacyjnych w niektóre dni tygodnia jest zamknięte, najlepiej wcześniej sprawdzić w wykazie)
  • Bilet wstępu kosztuje 7 euro dla osoby dorosłej, a 19 euro bilet rodzinny. Ale uwaga: z kartą activCARD Bayerischer Wald, którą dostaje się przy meldowaniu w wybranych hotelach i pensjonatach wstęp do muzeum jest darmowy, zaś karta GUTI upoważnia do 2 euro zniżki.
  • Wszystkie opisy w muzeum są w języku niemieckim oraz czeskim.
  • W muzeum można spróbować swoich sił na symulatorze narciarstwa alpejskiego.
  • W budynku dworca kolejowego mieści się restauracja z bardzo dobrym jedzeniem. Warto tam zajrzeć, jeśli zgłodniejecie podczas zwiedzania zgromadzonych w muzeach skarbów.
  • Do Bayerish Eisenstein najlepiej dojechać lokalnym pociągiem Waldbahn, który co godzinę kursuje tu z Zwiesel. Z imienną kartą GUTI, którą otrzymuje się przy meldowaniu w hotelu lub pensjonacie, podróżowanie transportem publicznym jest bezpłatne.
  • www.naturparkwelten.de (strona w języku niemieckim i czeskim)

DSC 9410

Zdjęcia: Piotr Manowiecki / Biegówki pod Tatrami

zaktualizowano sobota, 27 maja 2017 17:03
Oceń artykuł
(1 głos)
Łucja Łukaszczyk

Łucja Łukaszczyk

Współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła do rodzimej wioski pod Tatrami. Gdy jako małą dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie, a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i przygotowuje do pokochania nartorolek.

Łucja Łukaszczyk – współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku

dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie

Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła

do rodzimej wioski pod Tatrami (dociekliwi mogą po nazwisku zgadnąć której). Gdy jako małą

dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku

przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie,

a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i

przygotowuje do pokochania nartorolek.

Strona www: www.biegowkipodtatrami.pl/
Komentarze (0)
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • na tablicy

  • na forum

  • artykuły użytkowników

5 dni temu
Alicja dodał(a) nowe wydarzenie Biegniemy dla WOŚP
01:29
1 tydzień temu
Redakcja dodał(a) nowe wydarzenie Bieg Sylwestrowy - Jakuszyce
Lis 10
Lis 10
Lis 10
Więcej
Więcej

lubią nas