Vexa Rossignol Swenor Marwe Ski Way SPINE SkiGo

Marit Bjoergen a polski futbol

opublikowano: 25 lutego 2012 autor: Michał Rolski

Marit Bjoergen podczas Pucharu Świata FIS 2012 w Szklarskiej Porębie

Marit Bjoergen podczas Pucharu Świata FIS 2012 w Szklarskiej Porębie materiały własne portalu
Gdy wieczorem po piątkowych sprintach Pucharu Świata wracałem przez odludną dzielnicę Szklarskiej Poręby natknąłem się na Marit Bjoergen. Co tam robiła i co mi "powiedziała" o sporcie?

To był piątek 17 lutego. Tego dnia w Jakuszycach odbywały się sprinty w ramach Pucharu Świata FIS. Marit Bjoergen, podobnie jak Justyna Kowalczyk, zakończyła swoje zmagania w ćwierćfinale, czyli po dwóch bardzo intensywnych biegach, każdy na dystansie ok. 1600 m.

Wracałem z Jakuszyc, zbliżała się 18:00. Normalnie o tej porze jest ciemno. W dzielnicy Huta, na przedmieściach Szklarskiej Poręby było szaro za sprawą leżącego śniegu i słabego światła ulicznych latarń. Mimo, że szedłem ulicą, musiałem uważać na zwały śniegu, którego służby miejskie nie dały rady uprzątnąć. Od wielu godzin walczyły o odśnieżenie strategicznych ulic miasta ze wględu na organizację Pucharu Świata.

Z daleka spostrzegłem dwie truchtające postaci. Od razu wiedziałem, że to zawodniczki, były ubrane w identyczne czerwone kurtki i czapki. Na początku nie dostrzegłem twarzy. Dopiero gdy przebiegały obok mnie poznałem, że jedną z nich jest Marit Bjoergen.

Pierwsza moja myśl: a gdzie ochrona? Przecież czytałem w mediach, że Bjoergen podczas wizyty w Polsce mieli towarzyszyć dwaj ochroniarze - obawiano się skandalu związanego z napastowaniem Marit przez kibiców. "Goryli" nie było - może doniesienia w prasie to kolejna plotka dziennikarzy, a może mięśniaki wymiękli po drodze?

Marit Bjoergen podczas ćwierćfinału piątkowych sprintów. Zdziwiłem się widząc słynną Norweżkę biegnącą po peryferiach Szklarskiej Poręby. Mniej zdziwił mnie fakt, że zastałem ją w tym miejscu - było względnie blisko hotelu, w którym stacjonowała ekipa norweska. Bardziej zaskoczył mnie fakt, że biegła. Przecież kilka godzin wcześniej brała udział w wyczerpujących zawodach, a następnego dnia miała walczyć o zwycięstwo w biegu na 10 km na wymagającej trasie. Naczytałem się literatury i porad, że przed trudnymi zawodami należy odpoczywać, zbierać siły i ładować węglowodany. Po zawodach należy się regenerować i przynajmniej jeden dzień odpocząć. Sam bezkrytycznie stosuję się do tych rad. Może nie dotyczy to najwyższej klasy zawodników, a jedynie amatorów?

Maiken Caspersen Falla - trzecia w piątkowych sprintach - No tak, dzisiaj przebiegła mniej niż zakładała, odpadła już w ćwierćfinale - pomyślałem. Z błędu wytrąciła mnie kolejna norweska zawodniczka, która minęła mnie po chwili. To była Maiken Caspersen Falla. Ona tego dnia na pewno się zmęczyła, zajęła trzecie miejsce w finale sprintów, sam widziałem, że trzeba było ostro walczyć o tę pozycję.

W lekkim szoku kontynuowałem wędrówkę przez zaspy. Dopiero po kilkuset metrach, uświadomiłem sobie, że minąłem właśnie biegaczki należące do najlepszych sportowców na świecie. Wiemy z doniesień prasowych jak ciężko pracuje przez cały rok Justyna Kowalczyk. Nawet jej trener Aleksander Wierietielny mówi, że czasami nie może patrzyć na ten nadludzki wysiłek na treningach. Nie znam innych sportowców, którzy by wykonywali taki trening wytrzymałościowy.

A Marit Bjoergen? Ona przecież dorównuje Kowalczyk, a często z nią wygrywa. Jej trening z pewnością też jest niewiarygodnie ciężki. Właśnie część tego treningu realizowała przed chwilą. To nic, że dopiero co skończyła zawody, a następnego dnia czekały ją następne, jeszcze trudniejsze. Wyszła z komfortowego i ciepłego hotelu, by pobiegać po zaśnieżonych i ciemnych ulicach Szklarskiej Poręby.

Prawdę powiedziawszy, nie wierzę, że Marit Bjoergen, czy Justyna Kowalczyk po zawodach jeszcze idą na regularny trening. To co widziałem, to prawdopodobnie był bieg regeneracyjny, który u zaawansowanych sportowców jest formą odnowy biologicznej. Mimo to zawodniczki, które spotkałem biegające po wymagających zawodach, i tak mi zaimponowały i zmotywowały do głębszych przemyśleń.

Morał

marit-bjoergen-piatek-rozgrzewka Ostatnio modne są teorie, że trening, aby przynosił efekty, nie może być zbyt ciężki. Naukowcy próbują nam dowieść, że za dużo ćwiczeń może przynieść odwrotne efekty. Cóż, przykład wciąż rosnących obciążeń treningowych, którymi poddawane są Justyna Kowalczyk, czy Marit Bjoergen, pokazuje nam coś odwrotnego. Żeby być najlepszym i mieć wyniki trzeba trenować, czasami do upadłego. Tylko skrajnie ciężka praca wynosi na wyżyny. Z resztą tak jak w większości obszarów naszego życia.

Zacząłem się też zastanawiać, czy zawodnicy innych dyscyplin również po zawodach wychodzą na przebieżkę. Media zwykły nam pokazywać tylko to, co się dzieje w trakcie zawodów, więc nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Przyznam jednak, że trudno mi sobie wyobrazić zawodników naszej ekstraklasy piłkarskiej jak zgodnie całą drużyną po meczu idą sobie jeszcze pobiegać. Coś mi podpowiada, że stosują zgoła inne metody "odnowy biologicznej".

Ciekawe, co by było, gdyby nasza piłkarska reprezentacja wzięła sobie tę naukę do serca i zawodnicy zamiast do fryzjera po meczu poszli na truchcik? Wyobrażacie to sobie w ogóle? Może w końcu zaczęliby mieć jakieś wyniki? Może wówczas poczulibyśmy sens budowy drogich stadionów i pompowania tak wielkich środków w tę dyscyplinę? Póki co, mam nadzieję, że część z tych finansów trafi do sportowców, którzy naprawdę na to zapracowali.

A my? Weźmy się do roboty...

zaktualizowano sobota, 25 lutego 2012 10:50
Oceń artykuł
(7 głosów)
Komentarze (3)
galu
galu Witaj Michale.
Jeśli chodzi o trening to z moich doświadczeń , nie istnieje jeden dla wszystkich.
Każdy człowiek jest inny i ma różne predyspozycje.
Aby trening był efektywny, to powinien być dobrany do każdej osoby osobno.
Jest oczywiście pewien zarys treningu, ale intensywność powinna być odpowiednio dobrana do możliwości trenującego.
Każdy trener powinien znać swoich zawodników i układać im odpowiedni
trening , a każdy zawodnik powinien znać swój organizm i ściśle współpracować z trenerem.
Z tego co wiem to u nas wszyscy są trenowani jednakowo, prócz Justyny , no i widać jakie są efekty.
Po każdym mocnym treningu , czy zawodach , powinna być właściwa regeneracja.
Aby mięśnie mogły się zregenerować potrzebują ruchu i czasu .
Każdy organizm jest inny i inaczej się regeneruje . Jeden potrzebuje więcej czasu inny mniej.
Mój serdeczny kolega z Czech powiedział mi , że 90 % trenerów i zawodników trenuje bardzo chaotycznie . Nie stosują odpowiedniej regeneracji , przez co zamiast wzrostu formy często jest spadek.
W 100 % z nim się zgadzam.



25.02.2012, 17:20
Głosy: +1
techi
techi Ja w sobotę między 9:30, a 10 rano przejeżdżałem przez Szkalrską Porębę.
W okolicach Wodospadu Szklarki napotkałem grupę około 8 biegnących Norweżek z Marit, biegły one po drodze w kierunku centrum Szklarskiej.
Strasznie mnie to zaskoczyło bo już za kilka godzin, startowały one w zawodach, a z drugiej strony Norweżki biegały po ruchliwej drodze na Jelenią Górę. Nie wiem czy ich trenerzy są bez wyobraźni puszczając reprezentację kraju na polskie ruchliwe drogi.
26.02.2012, 16:43
Głosy: +0
Czusia
Czusia Też ją spotkałem. Właśnie biegłem z Orla do Szklarskiej z kolega Jankiem by odebrać wejściówki na Puchar Świata (w sumie niepotrzebne, nikt ich nie sprawdzał). Pozdrowiliśmy norweska biegaczkę. Bylo ich trzy. Trzecia biegła za Marit i Falla jakieś 300 m. Rzeczywiście trening wieczorową pora pomiędzy zawodami budzi podziw. Powrót na Orle z wejściówkami pomimo słabo utrzymanej przez BP trasie był po tym spotkaniu przyjemniejszy. Okazało się, ze nie tylko my jesteśmy na tyle zwariowani żeby biegać po nocy w Izerach.
02.03.2012, 02:22
Głosy: +0
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • na tablicy

  • na forum

  • artykuły użytkowników

Więcej

lubią nas