Marcialonga to jeden największych masowych biegów narciarskich. Należy do cyklu Ski Classics i Worldloppet, więc jest szansa pobiegać z najlepszymi. Co roku bierze udział w niej około 7 tysięcy osób. Popularniejsze są tylko Bieg Wazów, Engadin i Birken. Charakterystyczny jest przebieg trasy przez malownicze alpejskie doliny, centra miasteczek i duża liczba kibiców, co nadaje jej wyjątkowy charakter. Trasa jest długa – 70 km, ale niezbyt trudna z wyjątkiem ostatnich 2 km, słynnego podbiegu z Cascaty do Cavalese.
Mam już na koncie kilka biegów Worldloppet, a z największych brakowało mi właściwie tylko Marcialongi we Włoszech. Rok temu pokrzyżowała mi plany grypa, więc w tym sezonie wróciłem do pomysłu. Prognozy długo wyglądały świetnie – lekki mróz, brak opadów, całość na sztucznym śniegu. Idealnie, bo w Polsce trenowałem głównie w takich warunkach.
Bliżej startu warunki zaczęły się zmieniać: śnieg, potem deszcz, coraz bardziej niepewnie. Leciałem w piątek, więc na wszelki wypadek zabrałem narty z foką – nie czuję się jeszcze pewnie w smarowaniu na odbicie, a 70 km to nie jest dystans, który chcę „przepchać”.
Przyjazd i sobota
Przyleciałem do Bergamo, wypożyczyłem auto i w deszczu dojechałem do połowy trasy. W sobotę odebrałem numer – sprawnie, mimo śnieżycy. Mieszkałem w Pera di Fassa, świetna atmosfera, hotel przygotowany pod biegaczy, śniadanie od 6:00. Wieczorem spotkanie Worldloppet Masters – zawsze warto spotkać ludzi z różnych krajów, szczególnie w kontekście planowania bardziej egzotycznych lub mniejszych biegów.
Sprawdź ofertę popularnego sklepu z nartami biegowymi biegowkowy.pl.
Start
Startowałem z 6. fali o 8:36. Autobus miałem kilka minut od hotelu. Rano śnieżyca, a prognoza mówiła o przejściu w deszcz. Na starcie schowałem się pod daszkiem, zmieniłem buty, obok grupa Norwegów – większość z nich biegła tu już wiele razy. Rzeczy można oddać do depozytu, organizatorzy dają worek i nalepkę z numerem razem z pakietem. Ciężarówki stoją tuż obok, więc można oddać rzeczy tuż przed wejściem do sektora. W sektorze warto być 20-30 min. przed startem swojej fali – im wcześniej, tym bliżej początku.
Start w torach, ale po chwili tory zniknęły i nie wróciły aż do mety. Początek do Canazei to lekki podbieg, miejscami zatory, bo większość biegła jodłą. Na płaskim narty nie jechały – i tak już zostało.
Trasa, problemy i walka
Od Canazei do Moeny trasa prowadzi w dół, ale przez zaspy i pługujących zawodników trudno było cokolwiek nadrobić. W połowie dystansu zaliczyłem wywrotkę. Niegroźną, ale pechową – odłamał się mechanizm Move, zgubiłem wiązanie i straciłem dobre 10 minut na montażu. Później wiązanie jeszcze raz wypadło, niespodziewanie na prostej i wtedy poobijałem się już naprawdę mocno.
Warunki były bardzo trudne: świeży, rozjeżdżony śnieg, mnóstwo połamanych kijów w wydawałoby się niegroźnych miejscach.
Jest sporo punktów serwisowych z kijami, więc można się jakimś prostym kijem poratować. Później na mecie jest miejsce, gdzie można odzyskać swój połamany albo pozostawiony kij.
Ostatnie 5–6 km to lekki podbieg, a na koniec słynna Cascata – 2 km konkretnej wspinaczki do Cavalese. Na mecie świetna atmosfera, kibice, festyn.

Po biegu
Pasta party, szybki transport autobusami – organizacja jak zawsze na najwyższym poziomie. Weterani Marcialongi mówili, że takich ciężkich warunków jeszcze nie widzieli.
A następnego dnia? Bajka. Lekki mróz, słońce, świeży śnieg. Idealnie. Chyba trzeba będzie tu wrócić – z nadzieją na lepszą pogodę.
Porady praktyczne dla startujących w Marcialonga
- Marcialonga to jeden z najłatwiejszych logistycznie biegów Worldloppet. Podobnie prosty jest popularniejszy jeszcze szwajcarski Engadin (choć znacznie droższy).
- Dojazd: samochodem lub tanimi liniami do Bergamo (ew. Treviso) – w zimie bilety są tanie. Narty w Ryanairze – bez problemu, choć dość drogo 260 zł, ale można włożyć rzeczy do pokrowca – ochronią narty i pozwolą nie brać więcej bagaży. Druga para też wejdzie.
- Wypożyczalnie we Włoszech zwykle dają łańcuchy zamiast zimówek. Letnie opony są bardzo mało bezpieczne i praktyczne przy opadach, ale drogi szybko odśnieżają.
- Noclegi łatwo znaleźć w rozsądnej cenie, niekoniecznie w samej Moenie. Ja spałem w Poza di Fassa, ale wybór miejscowości gdzie dojeżdżają autobusy na start jest duży (rozkład na stronie).
- Na start najlepiej jechać w normalnych butach i zmienić je dopiero na miejscu. Jest trochę chodzenia po mecie w Cavalese i tak jest wygodniej.
- Toalet jest mało – trzeba to wkalkulować przy starcie.
- Punkty żywieniowe na trasie są dość gęsto. Zapewniają napoje – głównie izotonik, ale też herbatę, wodę i kawę (te pod koniec). Są wafelki, pocięte batony, czekolada. Raczej nie warto brać napojów ze sobą, co do reszty – ja nie brałem, ale można wziąć jakiś żel.
- Smarowanie – jeżeli się wcześnie wykupi na stronie, można zostawić narty w oficjalnym serwisie. Oddać trzeba najpóźniej w piątek, więc nie skorzystałem. Koszt ok. 60 EUR.
- Po biegu można oddać narty do depozytu, skorzystać z szatni. Kawałek dalej – w punkcie wydania numerów – jest pasta parta, więc można coś zjeść w ramach pakietu.
