Vexa Rossignol Odlo Swenor Marwe Ski Way SkiGo

Geschlossen, czyli biegówki na lodowcu po sezonie

opublikowano: 25 maja 2014 autor: Łucja Łukaszczyk

Geschlossen, czyli biegówki na lodowcu po sezonie

Piotr Manowiecki/Biegówki pod Tatrami
220 km tras biegowych, 80 restauracji przy trasach, oświetlona pętla, Nordic X-Park, nauka biathlonu i najlepsze serwisy. To wszytko czeka w zimie na narciarzy biegowych w austriackim Ramsau. A czego może spodziewać się śmiałek, który zapragnie wybrać się tam po sezonie?

Przede wszystkim cisza i pustka. Zielone pola, z których unosi się aromatyczny zapach gnojówki (mimo wszystko przyjemniejszy niż smród palonego węgla i plastiku). Najważniejsze jednak – jak mieliśmy się przekonać – są tabliczki na drzwiach restauracji i hoteli ze złowrogim napisem: Zamknięte lub Dziś mamy dzień wolny. Podobnie zresztą jak jutro. I pojutrze.

Prawie 3000 m

Kolejka Na biegówki trzeba wybrać się na lodowiec. Dachstein to jedno z kilku miejsc w Europie, gdzie – w zależności od ilości opadów śniegu w zimie – można biegać niemal cały rok. Stuprocentową gwarancję stabilnych warunków daje jedynie całoroczny tunel narciarski, na przykład w niemieckim Oberhofie. Na lodowiec wjeżdża się zmodernizowaną niedawno kolejką linową – chętni mogą podróż odbyć w specjalnym balkonie na dachu wagonika. Przed wjazdem do górnej stacji nie sposób nie zauważyć napisu: Witamy na prawie 3000 m n.p.m. W rzeczywistości znajdujemy się 300 m niżej, ale w tym przypadku prawie nie robi różnicy. Trasy biegowe położone są na 2700 m n.p.m. Taka wysokość jest już wyzwaniem dla organizmu. To tak, jakby biegać na Gerlachu, najwyższym tatrzańskim szczycie. Dla porównania najwyżej położony punkt Polski, czyli wierzchołek Rysów, jest 200 m niższy.

Widoki na słowo

Koscielisko Codziennie przygotowywane są trasy do klasyka i łyżwy. Trasa, na której trenują zawodnicy, ma w sumie 18 km i wije się zakosami niczym trasa w Kościelisku. Niedawno wytyczona została też trasa panoramiczna o długości 15 km. Widoki ponoć zapierają dech, a przy dobrych warunkach widoczność sięga kilkuset kilometrów. My widzieliśmy mgłę. Piękną, kipiącą, to gęstniejącą, to łudzącą rychłym ustąpieniem. W informacji turystycznej zapewniano, że Dachstein cieszy się największą liczbą słonecznych dni w całej Styrii. Jedno jest pewne: w październiku i listopadzie są to najtłoczniejsze trasy świata. W zależności od źródła informacji, trenuje tam dziennie od 500 do 800 zawodników z ponad 25 krajów. W maju byliśmy na lodowcu jedynymi biegaczami. Mimo to trasy były przygotowane lepiej niż w Polsce w szczycie sezonu. Ale uwaga, niech nikogo nie podkusi, by zabierać do klasyka narty bez łuski. Śnieg na lodowcu jest zdecydowanie inny niż ten, który znamy z niżej położonych tras. Łatwiej jest trafić ze smarowaniem już choćby na kapryśny pogodowo Bieg Piastów. Na miejscowe serwisy o tej porze roku nie ma co liczyć, bo najzwyczajniej w świecie są pozamykane.

Czy to na pewno drogo?

Mostek Wycieczka na Dachstein to dość kosztowna przygoda. Szczególnie z perspektywy polskiego narciarza biegowego, nieprzyzwyczajonego do płacenia za trasy. Jednodniowy bilet połączony z biegówkowym skipassem kosztuje dla osoby dorosłej 34,5 euro (ok. 140 zł). Dla porównania w sezonie za tygodniowy skipass na trasy biegowe w Ramsau zapłacimy 31 euro (ok. 127 zł), a za jednodniowy skipass na Kasprowym Wierchu – 135 zł. Nic zatem dziwnego, że gdy ktoś jedzie do Ramsau w zimie, z reguły nie wybiera się już na Dachstein. Nieco oszczędności przynosi Ramsau WinterCard, którą otrzymuje się bezpłatnie w miejscu zakwaterowania. Dzięki niej za wiele atrakcji zapłacimy mniej lub wcale. I tak bilet na lodowiec z kartą kosztuje 2 euro mniej, a bilet na autobus dowożący pod dolną stację kolejki na Dachstein wynosi tylko 1 euro w jedną stronę (dojazd samochodem na parking pod kolejką to 6 euro od każdego pasażera). Poza sezonem bezpłatnie (normalna cena to 10 euro od osoby dorosłej) można zwiedzić wykuty w lodzie nieopodal górnej stacji kolejki Lodowy Pałac. Nie mogliśmy pozbyć się wrażenia, że gdyby to samo zrobili Włosi – pałac byłby zachwycający, a tak mamy austriacką solidność i pozbawianą finezji dosłowność. Trzeba jednak oddać Austriakom sprawiedliwość: w budynku górnej stacji kolejki po raz pierwszy zobaczyliśmy szafki, w których mieszczą się nawet dwumetrowe biegówki, był też zestaw majsterkowicza na wypadek awarii wiązań. Na miłośników mocnych wrażeń na Dachsteinie czeka jeszcze jedna atrakcja – 81 metrowy wiszący most, rozpostarty między górami i przeszklone schody prowadzące w przepaść.

O czym warto pamiętać

  • Ramsau Martwy sezon trwa w Ramsau od początku kwietnia do końca maja. Bardzo możliwe, że będziecie wtedy jedynymi turystami w całej miejscowości. Jeśli planujecie przyjazd do Ramsau późnym wieczorem, a szczególnie w weekend, koniecznie zabierzcie ze sobą prowiant na kolację. Wszystkie restauracje (a na pewno kuchnia) będą już zamknięte, podobnie jak sklepy spożywcze. W niedzielę – jak na normalny kraj przystało – sklepy, w tym supermarkety, są nieczynne. Ciekawostką jest pozasezonowa lista restauracji pełniących danego dnia dyżur, dostępna w każdym hotelu i pensjonacie.
  • Wybierając się do Austrii, dobrze znać choćby podstawy niemieckiego. Co prawda w pensjonatach, restauracjach i w sklepach bez problemu można porozumieć się po angielsku, jednak znalezienie w informacji turystycznej ulotki w języku angielskim graniczy niemal z cudem. Nawet w Winter!Sport!Museum! w odległym o 190 km Mürzzuschlag opisy przy ekspozycji są jedynie w języku niemieckim.
  • Koniecznie sprawdźcie godzinę odjazdu ostatniego autobusu spod dolnej stacji kolejki na Dachstein i odpowiednio wcześnie zaplanujcie powrót z lodowca. Jest to o tyle łatwe, że na każdym przystanku znajduje się czytelny rozkład jazdy w dwie strony, z wyszczególnieniem godzin odjazdu z każdego przystanku na trasie. Jeśli nie zdążycie, czeka kilkukilometrowa wędrówka w dół stromymi serpentynami (podróż autobusem zajmuje około 30 min).
  • Nie nastawiajcie się na okazyjne posezonowe zakupy sprzętu biegówkowego lub ubrań narciarskich. W sklepach sportowych dominuje już letni asortyment, sporadycznie można trafić na pojedyncze sztuki zimowego wyposażenia.
  • Pociag Rozważcie zostawienie samochodu w domu. Do Ramsau można komfortowo dojechać pociągiem EuroCity Polonia z Warszawy i Katowic (jedna przesiadka w Leoben na pociąg do Schladming, skąd do Ramsau dowozi autobus) lub nocnym pociągiem z przesiadką w Wiedniu. Ceny biletów zaczynają się od 39 euro na odcinek Warszawa – Loeben, dalej trzeba kupić oddzielny bilet. Choć koleje austriackie są drogie, oferują wiele zniżek, w tym szczególnie wartą polecenia zniżkę „Spar Schiene". Podróż świetnie funkcjonującymi austriackimi kolejami sama w sobie może być przeżyciem. Pociąg jedzie trasą pierwszej historycznej linii górskiej, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO – przez Przełęcz Semmering, skąd rozpościerają się piękne widoki. Na miejscu, w samym Ramsau i okolicy, skutecznie zadbano, by turysta nie musiał poruszać się samochodem.

Autor wszystkich zdjęć w tekście: Piotr Manowiecki/Biegówki pod Tatrami

zaktualizowano niedziela, 06 lipca 2014 17:03
Oceń artykuł
(2 głosów)
Łucja Łukaszczyk

Łucja Łukaszczyk

Współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła do rodzimej wioski pod Tatrami. Gdy jako małą dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie, a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i przygotowuje do pokochania nartorolek.

Łucja Łukaszczyk – współzałożycielka inicjatywy „Biegówki pod Tatrami”. Jest recenzentką w kilku

dużych wydawnictwach, liznęła pracy w agencji PR i reklamy, dokazywała piórem w Towarzystwie

Narciarskim „Biegówki”, a gdy warszawskie wieżowce zupełnie przestały przypominać góry, wróciła

do rodzimej wioski pod Tatrami (dociekliwi mogą po nazwisku zgadnąć której). Gdy jako małą

dziewczynkę tata brał ją na biegówki, zarzekała się, że nie będzie biegać i ze strachu siadała na zadku

przed każdym zjazdem. Ma za sobą znakomite starty w Biegu Piastów, tragiczne w Tartu Maratonie,

a po Jizerskiej 50 marzy jej się zaatakowanie 90 km w Biegu Wazów. Kocha też biegi górskie i

przygotowuje do pokochania nartorolek.

Strona www: www.biegowkipodtatrami.pl/
Komentarze (2)
Chmielsoft
Chmielsoft ekstra tekst, dobrze, że pisze tutaj tak ciekawa persona.
29.05.2014, 18:50
Głosy: +0
lucy
lucy Dziękuję! I odwzajemniam (na piśmie) pisarskie uznanie.
29.05.2014, 21:30
Głosy: +0
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • na tablicy

  • na forum

  • artykuły użytkowników

1 tydzień temu
kafar wyjadę z Poznania około 15-stej i we Wrocławiu powinienem być mniej więcej około 17.30 Jadę sam mam 3 miejsca.
Sie 07
alex404 odpowiedział(a) w temacie Odp: Trasy w Warszawie na forach.
Sie 05
Jandurka dołączył(a) do grupy: Team nabiegowkach.pl
Sie 03
2 tygodnie temu
kafar przyjadę w piątek 10 i będę do końca. żywienie jeśli w Polsce to normalne,jeśli czechy to wolę dietę wegetariańską. pozdrawiam kafar
Sie 02
Więcej
Więcej

lubią nas