Vexa Rossignol Swenor Marwe Ski Way SPINE SkiGo

Poznajmy się: Maciej Tracz - człowiek, który stawia Łódź na biegówki

opublikowano: 22 marca 2020 autor: Monika Ciesłowska

Miłość – do nartorolek, w Parku na Zdrowiu w Łodzi, 2019 r.

Miłość – do nartorolek, w Parku na Zdrowiu w Łodzi, 2019 r.
Z pochodzenia łodzianin, z wykształcenia filozof, z powołania – instruktor sportu. Maciej jest ważnym ogniwem wyjątkowego przedsięwzięcia, zainicjowanego w 2012 roku przez Łódź. Z tym miastem związany jest od urodzenia i tutaj, dzięki dobremu przykładowi starszego brata, już w dzieciństwie zapalił się do biegówek. Biegówkowa pasja zawiodła go aż do Chin, ale w przyszłości chciałby móc wpiąć biegówki jeszcze dalej – w Australii i Nowej Zelandii.

MACIEJ TRACZ

data i miejsce urodzenia
27.05.1970 r., Łódź
miejsce zamieszkania
Łódź
wykonywany zawód
instruktor w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Łodzi
na biegówkach od
Moją przygodę z biegówkami zacząłem w 1982 roku. Później przyszło bieganie, któremu poświęciłem się na lata. Do biegówek powróciłem kilkanaście lat temu.
sukcesy sportowe:
• II miejsce „Bieg Włókniarzy", kategoria dzieci i młodzież, Łódź (Arturówek), 1982 r.
• III miejsce, Mistrzostwa Polski Adventure Racing, Wdzydze Kiszewskie - Kaszuby, 2009 r. (zawody multidyscyplinarne w formule non-stop przez 72 godziny, 300 km, czteroosobowe zespoły, w tym jedna osoba płci przeciwnej, dyscypliny: jazda na rowerach górskich, trekking/bieg w terenie, spływ kajakowy, spływ na tratwach, jazda na rolkach, bieg na orientację + zadania specjalne
• udział w Mistrzostwach Europy Adventure Racing, Słowenia, 2009 r.
• II miejsce (z Pawłem Dybkiem), Adventure Racing Bergsson Winter Challange, 150 km (trasa krótka), Rabka Zdrój, 2008 r. - mój największy sportowy sukces
• start w blisko 40 zawodach Adventure Racing zarówno w Polsce, jak i za granicą
• udział w kilkuset imprezach biegowych
ulubione trasy narciarskie
Jakuszyce i okolice. Jako najprzyjemniejszą wspominam trasę biegu cyklu Worldloppet - Tartu Maraton w Estonii. Być może zadecydowało słońce, może super przygotowane tory, ale to był wyjazd-marzenie. Trasa biegu Dolomitenlauf w Austrii i wielokilometrowe długie zjazdy na pchaniu. Wrażenia zależą z pewnością od samopoczucia, warunków i pogody. Tutaj wszystko zagrało.
miejsca, które chce poznać
trasy zawodów cyklu Worldloppet: Kangaroo Hoppet w Australii i Merino Muster w Nowej Zelandii

4 stycznia, zanim ujawniono wiadomość o epidemii koronawirusa w chińskiej prowincji Wuhan, w oddalonym o ponad 2000 km Changchun odbyły się maratońskie zawody Vasaloppet China - czwarte w sezonie zaliczane do cyklu Worldloppet. Byłeś jedynym uczestniczącym w nich Polakiem?

Nie, z Polski startowało 13 osób. Ja dotarłem tam w 10-osobowej ekipie złożonej z łodzian, ślązaków, krakowian i górali z Kościeliska.

Ile zajęła Wam podróż i skąd pomysł na Chiny?
Bezpośredni lot Warszawa – Pekin to 9 godzin plus 6 godzin pociągiem na miejsce, do Changchun.
To był wyjątkowy lot, bo odbywał się 31 grudnia. Aż trzy razy tej nocy witaliśmy Nowy Rok – najpierw pekiński, potem moskiewski, a na końcu warszawski. Taki potrójny Sylwester. Kilka lat temu postawiłem sobie za cel tytuł Mastera cyklu Worldloppet. Aby go zdobyć należy wystartować w 10 różnych biegach z cyklu. Przynajmniej jeden musi być spoza Europy. Podróż do Chin wydawała się dość prosta logistycznie i stosunkowo tania. Poza tym, moi znajomi się tam wybierali, a jak wiadomo w grupie łatwiej i bezpieczniej podróżować do tak egzotycznego kraju.

Dlaczego chiński bieg nazywa się tak samo jak słynny szwedzki Bieg Wazów (Vasaloppet)?

Pod nazwą Vasaloppet, poza Skandynawią, niejako na szwedzkiej licencji, odbywają się na świecie trzy biegi: w USA, w Japonii i w Chinach. Te biegi mają nawet swój własny paszport, ale tylko zawody w Szwecji i Chinach należą do cyklu Worldloppet.

800 uczestników Vasaloppet China to, jak na Chiny, nieduża liczba. Czy to oznacza, że narciarstwo biegowe nie jest w tym kraju popularne?

To największy bieg narciarski w Chinach, rozgrywany od 2003 r. na dystansie 50 km i 25 km, z krótszymi biegami dla dzieci. 275 startujących na 50 km w tym roku – to rekordowa frekwencja w historii biegu. Chiny nie mają narciarskich tradycji, społeczeństwo nie miało dużo do czynienia z narciarstwem biegowym. Niemniej, na Zimowe Igrzyska Olimpijskie w 2022 r. w Pekinie, rząd chce przygotować silną narciarską reprezentację. Teraz przeznaczają na to duże środki, zatrudniają najlepszych instruktorów i trenerów.

Jakie wrażenia przywiozłeś i jak wspominasz organizację zawodów, atrakcje towarzyszące, atmosferę?

Skala Chin i skala organizacji chińskich imprez jest niebywała. Samo Changchun to miasto liczące 8 milionów mieszkańców. W strefie startu i mety ustawionych było ponad 100 lodowych rzeźb o niesamowitych rozmiarach, dochodzących do 100m x 20m x 20m. Ta atrakcja organizowana jest w ramach trwającego w tym czasie Międzynarodowego Festiwalu Śniegu i Lodu w oddalonym o 270 km Harbin. To największy na świecie festiwal lodowych rzeźb, odwiedza go rocznie nawet 10-15 milionów ludzi. Do Changchun sprowadzono więc mistrzów rzeźbiących w lodzie. Ustawiono też bryły lodu, po to aby reprezentacje różnych szkół i uczelni mogły wykonać swoje prace. Kiedy dotarliśmy na miejsce, był 20-stopniowy mróz, zawody odbyły się w temperaturze -12 st. Pogoda była typowo kontynentalna, sucha, słoneczna.

powyżej: mur chiński z lodu przy trasie Vasaloppet China, 2020 r.

Trasa maratonu to 25 kilometrowa pętla prowadząca przez Park Narodowy Jingyuetan, wokół jezior, lasami. Nie ma dużych podbiegów i zjazdów. Przed naszym przyjazdem spadło trochę naturalnego śniegu. Na długości ok. 2 km trasa biegnie po tafli jeziora, na którym odbywały się też zaprzęgi konne, przejażdżki skuterami, jazda na łyżwach. Kibiców ściągano autokarami – z zakładów pracy, szkół. Imprezę otworzyły oficjalne przemowy notabli i występy artystyczne, a po zawodach w hotelu Sheraton miała miejsce Vassaloppet Night na tysiąc miejsc i za niemałe pieniądze. Czuło się, że dla lokalnych władz to bardzo ważne wydarzenie, pokazujące związki gospodarcze Chin ze Szwecją, otwartość na Europę, itp. Dało się odczuć polityczno-propagandowy wydźwięk tych zawodów. Ukończyłem dystans 50 km, zajęło mi to ok. 4 godziny i 3 minuty, byłem 172 w generalce, na 275 startujących.

Od zeszłego roku mój syn Mikołaj (rocznik 2004) jeździ ze mną na biegi Worldloppet i razem ukończyliśmy między innymi Vasaloppet China, Bieg Piastów, Tartu Maraton, Finlandia Hiihto i Dolomitenlauf. Mikołaj był też w Szwecji na Vasaloppet i w Czechach na Jizerskiej 50, gdzie startował w biegach młodzieżowych.

powyżej: z synem Mikołajem, po wspólnym ukończeniu Vasaloppet China, 2020 r.

Moje pierwsze kroki na biegówkach zrobiłam ponad 20 lat temu będąc na studiach w Łodzi. To był studencki biegówkowy wypad, w poszukiwaniu śniegu na polach między Brzezinami a Dąbrową. Czy Ty również pierwsze biegówkowe ślizgi wykonałeś pod Łodzią?

Tak, to był Arturówek i Łagiewniki. Las Łagiewnicki to jeden z największych w Europie kompleksów leśnych w granicach miasta i mekka biegówkowa dla mieszkańców Łodzi. Tam śnieg zawsze dłużej się utrzymuje. Są tam piękne, leśne trasy, miejscami wymagające. W liceum mojego starszego brata Jacka, powstała – uwaga! w Łodzi, na początku lat 80. – sekcja biathlonu. Jacek wstąpił do niej i ja też się zapaliłem. Byłem wpatrzony w brata. Kbksy i narty biegowe to było wyzwanie i to było fascynujące, też chciałem jeździć. Jako 12 latek zająłem II miejsce podczas łódzkiego „Biegu Włókniarzy" i ten sukces stał się dla mnie motorem napędowym. Szybko pojawiły się jednak problemy ze sprzętem. Mam dość dużą stopę i zdobycie w latach 80-tych butów graniczyło z niemożliwością. I tak narciarstwo biegowe odeszło w zapomnienie. Poświęciłem się biegom. Do biegówek wróciłem kilkanaście lat temu.

powyżej: dziecięcy sukces stał się motorem napędowym na przyszłość.

Jaka jest Twoja sportowa przeszłość?

Karierę „sportowca" rozpocząłem w 1984 r. udziałem w imprezie biegowej Textilcross w Łodzi Arturówku. Do 1996 r. biegałem bardzo dużo, głównie na dystansach od 1000 do 10000 m. W liceum zobaczył mnie na zawodach trener Gabriel Kabza i zaprosił na treningi do Klubu Budowlani Łódź. Na studiach należałem do AZS, byłem w polskiej reprezentacji podczas Lekkoatletycznych Akademickich Mistrzostw Niemiec w 1992 r. W międzyczasie amatorsko grałem w koszykówkę i wciągnąłem się trochę we wspinaczkę. Po skończeniu studiów przestałem się zajmować bieganiem jako takim, choć ta dyscyplina pozostała moją najmocniejszą stroną.

powyżej: Textillcross, 1984 r.

powyżej: w Tien-szan, 1993 r.

Łatwiej jest biegać bez biegówek, czy na biegówkach?

W bieganiu bez nart mam bardzo duże doświadczenie, a biegania na biegówkach ciągle się uczę. Przy bieganiu wystarczą trampki, spodenki i koszulka - od twojej wytrzymałości i pracy zależą wyniki. W narciarstwie biegowym bardzo liczy się sprzęt. Głupia rękawiczka, źle dobrana do warunków pogodowych - i bieg masz w plecy. O smarach nie wspomnę. Jeśli chcemy się ścigać, bieganie na nartach jest trudniejsze. Składowych sukcesu jest wiele.

Jakie miejsce w Twoim życiu zajmuje dziś narciarstwo biegowe? Jak obecnie wygląda twój roczny plan treningowy?

Sportowcem amatorem z prawdziwego zdarzenia przestałem być kilka lat temu. W obecnej chwili narciarstwo biegowe traktuję jako wspaniałe hobby. Chcę przekazywać swoją pasję i radość z biegówek dalej. Pokazuję innym, że to jest wspaniała aktywność dla całych rodzin, od maluchów do seniorów. W 2015 r. pojechałem na mój pierwszy bieg z cyklu Worldloppet. W tej chwili mam ukończonych 9 różnych biegów z tego cyklu. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się uzyskać tytuł Mastera. W tym sezonie, niestety 5 biegów odwołano ze względu na brak śniegu, a 3 kolejne z powodu koronawirusa. Chcę zostać Masterem, a w przyszłości Globalem Worldloppet, chcę wyjeżdżać i spotykać ludzi, których łączy biegówkowa pasja. To mój cel na kolejne lata.

W moim przypadku, ułożenie i realizacja planu treningowego to raczej problem. Na co dzień, w ramach pracy w MOSIRze mam np. 3 x 1,5 godziny zajęć z nordic walking dziennie, prowadzę również zajęcia ogólnorozwojowe dla seniorów na salce, a na basenie aquaerobic. Sezonowo, na zlecenie Zarządu Zieleni Miejskiej, przeprowadzam też treningi z nartorolek, a zimą – z nart biegowych. Po pracy nie mam tak po ludzku siły iść na swój własny trening. Moja praca zawodowa to trzon mojego rocznego treningu.

powyżej: z bratem Jackiem przed Dolomitenlauf, 2020 r.

To zaskakujące, że Zarząd Zieleni Miejskiej w Łodzi angażuje się w popularyzację aktywności fizycznej w swoich parkach. To rzecz normalna w polskich miastach, czy też w Łodzi zaistniało coś wyjątkowego?

W Łodzi zaistniało coś wyjątkowego. W 2012 r. na jednej z konferencji prasowej były wiceprezydent Łodzi Radosław Stępień zapowiedział, że chce w Łodzi stworzyć warunki do trenowania narciarstwa biegowego. Zarząd Zieleni Miejskiej, który mu podlegał, miał się w to zaangażować. Działania te podjęto w ramach projektu Zielona Łódź w ZZM we współpracy z Polską Organizacją Sportową. Osobami odpowiedzialnymi za ten projekt są, przede wszystkim, Marek Jakubowski, Łukasz Janczar i Małgorzata Kubica. Kiedy zaczynaliśmy w 2013 roku nie byłem wówczas zawodowo związany ze sportem, ale byłem znany w środowisku biegowym. I tak zostałem „znaleziony", a miasto zaproponowało mi współpracę. To, że miałem kogoś uczyć, było dla mnie wyzwaniem. W Łodzi nie ma wielu instruktorów, to są pojedyncze osoby. W 2013 r. w Masywie Śnieżnika, razem z bratem Jackiem zdobyłem uprawnienia instruktorskie, ukończyłem kurs instruktora biegów narciarskich PZN, organizowany przez SITN. Dalej poszło za ciosem.

To znaczy, że miejski projekt wypalił?

Projekt wystrzelił. Od 2013 roku uczymy zupełnie od podstaw sposobu poruszania się na biegówkach w największym łódzkim parku - Parku im. J. Piłsudskiego, zwanym Parkiem Na Zdrowiu. W tamtym czasie wielkie sukcesy sportowe odnosiła Justyna Kowalczyk. Wiele osób chciało choćby raz spróbować jak się jeździ na biegówkach. Zaproponowanie mieszkańcom nauki jazdy połączonej z nieodpłatnym wypożyczeniem sprzętu, długa śnieżna zima i rewelacyjnie przygotowane trasy przyczyniły się do ogromnego zainteresowania zajęciami więc przedsięwzięcie „skazane było na sukces". Początki, choć trudne, były dla całej ekipy z Zielonej Łodzi ogromnie inspirujące.

Na przestrzeni lat została wypracowana niezwykła forma współpracy, która jest ewenementem na skalę Polski. Jestem przekonany, że nie ma drugiego tak rozbudowanego a zarazem prostego systemu zajęć. Kiedy zaczynaliśmy cały sprzęt był przewożony prywatnym samochodem i rozkładany na śnieg. Do dyspozycji mieliśmy około 30 par używanych, a właściwie mocno zużytych nart. Buty po zajęciach nie były suszone. Generalnie sporo prowizorki przykrytej olbrzymią dawką energii i entuzjazmu. Na pierwszych zajęciach pojawiało się po kilka, kilkanaście osób. Pojawiły się również media. Chętnych zaczęło przybywać i nim się spostrzegliśmy, pewnego niedzielnego poranka na biegówki przyszło ponad 100 osób. Wszystkie narty zostały wypożyczone, a na alejkach na sprzęt czekało jeszcze ponad 50 osób. Udało się je przekonać, by przyszły po zajęciach i specjalnie dla nich zorganizowaliśmy dodatkowe szkolenie. Na przestrzeni lat sprzętu zaczęło przybywać. Pochodził z różnych źródeł. Ktoś przyniósł stare narty z piwnicy, ktoś kupił na giełdzie tanie narty z Niemiec i nam podarował.

W 2016 roku w Internecie pojawiło się ogłoszenie o likwidacji wypożyczalni sprzętu narciarskiego, który na potrzeby zajęć zakupiła Polska Organizacja Sportowa. W tej chwili wspólnie ze sprzętem Zarządu Zieleni Miejskiej w Łodzi do dyspozycji mamy około 100 kompletów, które zawsze przed sezonem są serwisowane i smarowane.. Ekipa z Zielonej Łodzi zajmuje się całą logistyką i przygotowaniem zajęć. Pakuje sprzęt do dostawczego samochodu, przewozi do parku, w którym rozstawia namioty służące za przebieralnie, rozkłada ławki i stoliki, układa sprzęt narciarski, gotuje wodę na herbatę czy kawę, rozstawia sprzęt nagłaśniający. Po zajęciach wszystko jest z powrotem pakowane na samochód i zawożone na teren Zarządu Zieleni Miejskiej. Jest to każdorazowo ogrom pracy, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy.

Naturalnym uzupełnieniem zajęć na śniegu są treningi na nartorolkach. W 2017 roku ze środków prywatnych zakupionych zostało 10 par do stylu klasycznego. Zajęcia z nauki jazdy i doskonalenia techniki prowadzone są jesienią i wiosną. Tutaj też udział w treningach i wypożyczenie sprzętu jest nieodpłatne. Jedynym dyskomfortem dla uczestników może być fakt, że trzeba się na te zajęcia zapisać. Od kilku lat łodzianie mają możliwość wybierania projektów zgłaszanych w Budżecie Obywatelskim. W 2019 roku projekt „Biegówki na Zdrowiu" wygrał głosowanie. Jego realizacja ma nastąpić do końca 2020 roku. W jego ramach mają zostać zrealizowane zajęcia z nauki jazdy na biegówkach lub na nartorolkach, a także zostać zakupione między innymi nowe narty, buty, nartorolki, kije oraz akcesoria do serwisowania sprzętu.

Uważam, że to co się stało przez ostatnie lata w temacie biegówek w Łodzi, śmiało można nazwać małym cudem. Jestem ogromnym szczęściarzem, że jestem częścią tego projektu i trafiłem na tak wspaniałych ludzi, z którymi go współtworzymy. Razem z Markiem, Gosią i Łukaszem wykonaliśmy ogromną pracę, z której możemy być dumni. Oczywiście nie byłoby tego sukcesu gdyby nie Zarząd Zieleni Miejskiej.

Gdzie biega się w Łodzi po przygotowanych trasach?

Od kilku lat do użytku Leśnictwa Miejskiego Łódź jest walec, który przyczepia się pod ciągnik i ubija trasy w Lesie Łagiewnickim. Ktoś zakupił go prywatnie i udostępnił Leśnictwu. Las Łagiewnicki odwiedzają bardziej doświadczeni narciarze. Teren tutaj jest bardziej wymagający, drogi i alejki przygotowywane są głównie pod styl dowolny. W śnieżne weekendy spotkać można setki biegaczy. W centrum Łodzi, w Parku im. J. Piłsudskiego, jak tylko aura pozwala, przygotowujemy 5 km, w tym 2 km oświetlonej trasy. Przy małych opadach, ubijamy trasy „ręcznie i nożnie". Od 2013 r., przy większych opadach, trasy przygotowuje ciągnik albo samochód terenowy z wyciskarką śladów.

A jak minął mało śnieżny sezon 2020?

Niestety nie było ani jednego dnia umożliwiającego zajęcia na biegówkach. W 2019 r. sezon biegówkowy też był słaby - odbyło się tylko 6 treningów, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Natomiast wiosną oraz we wrześniu, październiku i listopadzie 2019 r. prowadziliśmy zajęcia z nartorolek. Odbywały się w grupach dziesięcio osobowych, należało się wcześniej zapisać.

Jak planujesz organizować wiosenne treningi dla łodzian w obliczu panującej epidemii? Ciepła pogoda zachęca do wyjścia z domu, ale komunikaty o niespotykaniu się w grupach wciąż należy traktować bardzo poważnie.

Wszystkie zajęcia zostały odwołane i nie będziemy ich prowadzić dotąd, aż sytuacja się nie unormuje. Prywatny trening w samotności to osobista sprawa. Jak tylko sytuacja wróci do normy zajęcia będą organizowane dwa razy w tygodniu.

Masz ogromne zasługi dla promowania narciarstwa biegowego i powiązanych z nim aktywności - nordic walking i nartorolek - wśród łodzian. Za wkład w rozwój nordic walking w Łodzi otrzymałeś wyróżnienie Polskiego Stowarzyszenia Nordic Walking. Najstarsza uczestniczka prowadzonych przez Ciebie zajęć – śp. Pani Aleksandra Durlik, miała 94,5 roku! Ponoć nigdy nie brakowało jej na zajęciach i mawiała „Dopóki żyję, przychodzę na kije". Czy popularyzacja aktywności wśród seniorów to twoja trenerska misja?

Seniorzy to najfajniejsza grupa docelowa. Jeśli zaskarbi się ich zaufanie, nie zrobi się jakiegoś głupiego numeru, jeżeli zaakceptuje się, że nie są perfekcyjni i mają swoje słabości, to seniorzy bardzo się odwdzięczają. Zaskakujące było dla mnie to, że ta grupa wiekowa jest najbardziej zdyscyplinowana. Osoby przychodzą na zajęcia niezależnie od pogody. Przyzwyczaiłem moich seniorów, że jestem zawsze lub prawie zawsze na zajęciach, niezależnie od pogody. Do tego „efekt Pani Oli", która, tak jak ja, nie opuszczała zajęć przy Stawach Jana, spotęgował ich motywację. Dzięki naszej wyjątkowej seniorce – stworzyła się fantastyczna, silnie zmotywowana, „scementowana" grupa. Ola w wieku 90 lat również próbowała swoich sił na biegówkach. Po pierwszych zajęciach stwierdziła, że to nie dla niej i zostaje przy kijkach.

powyżej: impreza mikołajkowa grupy nordic-walking prowadzonej przez Maćka przy łódzkim MOSIRze

Trenujesz innych w trzech aktywnościach: nordic walking, narciarstwo biegowe i nartorolki. Na Twoje zajęcia w Łodzi przychodzi kilkadziesiąt, a nawet 200 osób. Ludzie lubią zajęcia, które prowadzisz. Jak myślisz, czemu to zawdzięczasz?

Uczestnicy, kiedy przychodzą na zajęcia są często bardzo zestresowani, często nigdy nie mieli nart na nogach. Na początku stresuje ich także to, że są w grupie, pod obserwacją innych. Trzeba ich rozluźnić, ale najważniejsze jest to, żeby tak przekazać wiedzę, żeby wszystko zrozumieli. Wydaje mi się, że jestem naturalny i nie zgrywam kogoś, kim nie jestem. Staram się być wiarygodny w tym, co robię. Ludzie widzą moją pasję, a ja dzielę się nią z prawdziwym zaangażowaniem. Moja codzienna praca w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji czasem doprowadza mnie do fizycznego zmęczenia, jednak jak widzę grupę czekających na mnie osób dostaję przysłowiowego „kopa" i mimo słabości tryskam energią i humorem. Mam ogromne szczęście, że zawodowo robię dokładnie to, co lubię i to, co jest moją pasją.

Życzymy zdobycia tytułu Globala Worldloppet oraz samych śnieżnych zim w Łodzi!
Dziękujemy za rozmowę.

powyżej: retro biegówki z Haliną Olejniczak z Kościeliska, Żarki na Jurze, 2017 r.

zaktualizowano niedziela, 22 marca 2020 17:52
Oceń artykuł
(3 głosów)
Monika Ciesłowska

Monika Ciesłowska

Mieszkanka Ziemi Kłodzkiej, przewodnik sudecki, rowerzystka Strońskiej Grupy Rowerowej, w latach 2012-2019 zaangażowana w rozwój narciarstwa biegowego w Górach Bialskich i Masywie Śnieżnika.

Komentarze (0)
↑ pomniejsz okienko | ↓ powiększ okienko

busy

Społeczność na biegówkach

  • artykuły użytkowników

lubią nas